Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

5.12.2016
poniedziałek

Tango ze sceną gwałtu

5 grudnia 2016, poniedziałek,

Intymne relacje pomiędzy reżyserami i aktorkami to nienapisany rozdział historii światowego kina. Tematu do jednego z nich dostarczył Bernardo Bertolucci, zdradzając, jak wyglądało kręcenie słynnej „sceny z masłem” w „Ostatnim tangu w Paryżu”.

Do internetu trafił fragment wywiadu z reżyserem z 2013 r., w którym opowiedział, jak na planie wyglądała słynna (kultowa?) scena erotyczna z udziałem Marlona Brando, Marii Schneider i kostki masła, użytego, mówiąc ogólnikowo, niezgodnie z przeznaczeniem. Jak jednak wynika z ujawnionej rozmowy, naprawdę użyta została aktorka, która o przebiegu mocnej sceny gwałtu dowiedziała się dopiero na planie. W scenopisie jej nie było. Bertolucci przyznaje, że wymyślili scenę z Marlonem Brando, oczywiście nie pytając o zdanie aktorki. Pomyśleli zapewne, że 19-letnia dziewczyna nie jest dla nich partnerką. Bertolucci był już cenionym twórcą, zaś 48-letni amerykański gwiazdor doskonale znał swą wartość. To, co się miało dziać na planie, było więc dla odtwórczyni szokiem. Reagowała przerażeniem i łzami, co – zdaje się – podobało się reżyserowi. Zależało mu na reakcji dziewczyny, nie aktorki – przyznaje po latach, i dodaje, że choć może czuć się winny, nie żałuje swej decyzji.

Maria Schneider była innego zdania. Występ w „Ostatnim tangu w Paryżu” wprawdzie przyniósł jej ogromną popularność, lecz zarazem zaważył negatywnie na jej dalszej karierze. W każdym razie schodziła z planu z traumą, która trwała latami, skoro jeszcze w 2007 r., czyli 35 lata po premierze, przyznała w wywiadzie dla „Daily Mail”, iż czuła się zgwałcona przez reżysera i partnera. („I felt a little raped, both by Marlon and by Bertolucci”). Z pewnością jej dalsza kariera nie przebiegała tak, jak można byłoby się spodziewać. Przeżycia z planu „Ostatniego tanga w Paryżu” to był psychiczny balast, z którym długo nie mogła sobie poradzić.

Czy w kinie polskim mieliśmy podobne przypadki wykorzystania młodej aktorki przez reżysera? Z pewnością, choć najczęściej kończyło się na plotkach niepotwierdzonych przez żadną ze stron. Zdarza się, że aktorki dopiero w starszym wieku są w stanie mówić o przykrych przejściach z czasów debiutu filmowego, które negatywnie wpłynęły na przebieg jej kariery. Kilka historii przedostało się jednak do mediów. Głośno było o konflikcie między aktorką Grażyną Długołęcką a sławnym reżyserem Walerianem Borowczykiem. Nota bene „Dzieje grzechu”, w którym wystąpiła urodziwa studentka łódzkiej szkoły filmowej, powstawały zaledwie kilka lat po „Ostatnim tangu w Paryżu”. Długołęcka oskarżyła Borowczyka, że ma manię seksualną i traktował ją na planie instrumentalnie, co fatalnie wpływało na jej stan psychiczny. Po pewnym czasie reżyser odpowiedział, utrzymując, że było dokładnie odwrotnie, że to młoda aktorka próbowała go molestować… Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy, jedno jest natomiast pewne – świetnie zapowiadająca się kariera młodej, zdolnej aktorki nie miała dalszego ciągu.

Inny wybitny reżyser Andrzej Żuławski też miewał do czynienia z młodymi aktorkami, najwięcej mówiło się o tym z okazji premiery filmu „Szamanka”, w którym wystąpiła amatorka Iwona Petry. Znów ten sam schemat. Dwudziestoletnia dziewczyna bez doświadczenia filmowego i dojrzały partner (Bogusław Linda) oraz reżyser znany z bezkompromisowości w realizacji scen erotycznych. Ciąg dalszy też podobny, choć ponoć doniesienia o załamaniu psychicznym odtwórczyni głównej roli były przesadzone. Niemniej o jej kolejnych występach filmowych już nie słyszeliśmy.

To tylko niektóre przykłady przychodzące na myśl, kiedy czyta się bulwersujący wywiad z Bertoluccim. W istocie podobnych historii było znacznie więcej, a i dzisiaj się zdarzają. Intymne relacje pomiędzy reżyserami i aktorkami (nie tylko początkującymi) to jest nienapisany rozdział historii światowego kina.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Okazuje się, że nie tylko świat polityki ma parę niezbyt chlubnych rzeczy na sumieniu.
    Współczesne (lata 70-te to przecież również współczesność) środki artystycznej ekspresji są po prostu uniwersalne.
    Nie ważne, czy chodzi o sztukę, politykę, sport czy inną materializację interpersonalnej aktywności homo sapiens.

css.php