WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika

25.11.2013
poniedziałek

Dzień dobry, jestem z Kobry

25 listopada 2013, poniedziałek,

We wtorek parę osób pytało mnie: dlaczego Kobra była w poniedziałek, skoro wiadomo, że Kobra jest w czwartek. Tak jak, daleko nie szukając, ostatki są we wtorek. Nie muszę wyjaśniać, iż były to osoby starsze, a nawet poważnie już zaawansowane wiekowo, którzy z Kobrą mają masę dobrych wspomnień. No i pamiętają zabawne powiedzonko z radiowego programu rozrywkowego: Dzień dobry, jestem z Kobry. Oni są właśnie z Kobry. Nie wiem, czy TVP do końca zdawała sobie sprawę, jaki prezent robi temu segmentowi widowni – by użyć fachowej terminologii. To mniej więcej tak jakby wrócił Kabaret Starszych Panów. Niestety, Kabaretu z oczywistych powodów reaktywować się nie da, jesteśmy zatem skazani na kabaretów młodszych panów (ulubiony numer: wychodzi na scenę dwóch facetów, jeden ma czapkę z pomponem, drugi wampirze sztuczne zęby i strasznie krzyczą). Teatr sensacji to co innego, wystarczyła decyzja władz TVP, i znowu wąż ze starej czołówki puścił do nas oko.

Szuka brytyjskiego autora Rogera Mortimera-Smitha „Dawne grzechy” do arcydzieł gatunku raczej nie należy, choć oczywiście jest sprawnie napisana – oni tam inaczej nie potrafią – i zapewnia widzowi trochę porządnej rozrywki. Trudno bowiem spodziewać się, by ktoś traktował fabułę całkiem serio, skoro nawet zabójstwo było na niby (ściślej – jedno z dwóch). Adam Woronowicz organizując porwanie Kamilli Baar, chciał wykiwać Tomasza Karolaka, który, jak się wkrótce okazało, wcale nie był takim gamoniem, na jakiego wyglądał. W końcu to on wszystkich wykiwał, i o to właściwie mam tylko pretensje do autorów, bo kibicowałem pani Kamilli, i liczyłem na inne zakończenie. Ale, tak czy inaczej, oczekiwane zaskoczenie nastąpiło.

Spektakl transmitowany był na żywo ze studia nr 1 na Woronicza, gdzie – jeszcze bardziej na żywo – oglądała go grupa widzów. Byłem wśród nich. Muszę się jednak przyznać, że zaproszenie, z którego skorzystałem, zostało zmarnowane. Owszem, przez paręnaście minut przyglądałem się spektaklowi, jakim jest rejestrowanie na żywo teatru, potem jednak niczym magnes uwagę moją przyciągał monitor. W sumie więc zobaczyłem mniej więcej to samo, co wszyscy siedzący w domu przed telewizorami. Może to skaza zawodowa. Owszem, miło było potem wypić szampana z aktorami, którzy, jak mówią w takich razach sprawozdawcy sportowi, dali z siebie wszystko, i nawet „wsypali się” tak profesjonalnie, że mało kto zauważył. Szczere gratulacje.

I to jest moja osobista wypowiedź w debacie: czy teatr telewizji powinien być pokazywany na żywo, czy wcześniej rejestrowany? Odpowiedź brzmi: nie ma to większego znaczenia. Jeżeli jest naprawdę dobry spektakl z wybitnymi aktorami, to mnie (zwłaszcza jeśli siedzę przed telewizorem) jest doskonale obojętne, czy oni właśnie w tym samym momencie produkują się na Woronicza, czy nagrali pół roku wcześniej i już zapomnieli.

Najważniejsze, że Kobra wróciła. Tylko dlaczego w poniedziałek? Przecież Kobra jest w czwartek.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php