WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika

29.11.2013
piątek

Julia, zdejmij majtki!

29 listopada 2013, piątek,

Czytelniczka „Gazety Stołecznej” wybrała się do Teatru Powszechnego, który był jej ulubioną sceną w mieście, ale już nie jest. W jeden wieczór czar prysł. Pech czytelniczki polegał bowiem na tym, że oglądała „Romea i Julię” w towarzystwie młodzieży szkolnej, która niemal całkowicie opanowała widownię.

W każdym razie dorośli i niezorganizowani byli w zdecydowanej mniejszości. Gimnazjaliści oglądali spektakl wyreżyserowany przez Grażynę Kanię bardzo żywo, komentując głośno niektóre sceny. Nie były to jednak, jak niedawno w Starym Teatrze w Krakowie, okrzyki w rodzaju „Hańba!”, czy „Wstyd!”. Wręcz przeciwnie, młodzi głośno wyrażali zachwyt: podobały im się „cyce” jednej z bohaterek, kiedy zaś Julia zdejmowała buty, proponowali „Teraz majtki!”. Niektórzy przewidywali, niestety, nie zawsze trafnie, co będzie w scenie następnej, np. wołając „Seks, będzie seks!”. Na pewno wizytę w teatrze wspominać będą długo i sympatycznie, których to jednak uczuć nie podziela wspomniana czytelniczka. I trudno się dziwić.

Sam oglądałem niedawno w Białymstoku wystawioną w tamtejszym teatrze „Antygonę” (właściwie: „Antyhonę”) wraz z młodzieżą szkolną, która jednak była mniej spontaniczna niż ta w teatrze stołecznym. Mimo że przedstawienie rozpoczynało się o godzinie 12 w południe i oprócz mnie i ciała pedagogicznego nie było na widowni osób pełnoletnich. Niemniej miałem wrażenie, że bardzo interesujący spektakl trochę ich nudzi, niektórzy nawet wychodzili na chwilę, by się przewietrzyć, ale wracali, bojąc się zapewne, iż nauczycielka dostrzeże pusty fotel. Sytuacja trochę jak z Gombrowicza: jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca?

Problem mają teatry, problem mają także szkoły. Czy w ogóle należy zmuszać do chodzenia do teatru? Moim zdaniem, można jedynie zachęcać. Nie musi iść cała klasa, niech się wybiorą tylko ci, którzy choć trochę teatrem się interesują. Ale żadnych wspólnych wymarszów i powrotów pod kontrolą, a już w szczególności – żadnych spektakli granych w samo południe i wyłącznie dla szkół. Aktorzy mają z tych spotkań fatalne wspomnienia, niejednokrotnie trzeba było przerywać przedstawienie. Nic dziwnego, że grają czasem byle jak i jeżeli nie zostali w trakcie trafieni pociskiem wystrzelonym z procy, uciekają ze sceny z uczuciem wielkiej ulgi.

Jak te zorganizowane wyjścia będą wspominać sami uczniowie, też nietrudno przewidzieć. Nie da się wykluczyć, że wśród rodaków trafiających w badaniach socjologicznych do rubryki „w ogóle nie chodzą do teatru”, znajdują się także ci, których kiedyś karnie zaprowadzono do teatru.

„Romeo i Julia” w Powszechnym to całkiem porządny spektakl. Nowocześnie zrobiony, ale z sensem, nieźle zagrany. Gdyby gimnazjaliści poszli na godzinę 19. z rodzicami, czy w małej grupie przyjaciół, obejrzeliby zupełnie inne przedstawienie. A czytelniczka „Gazety Stołecznej” nie mogłaby napisać kompromitującego ich zdania: „Dużą radość młodych widzów wywoływały też odsłonięte majtki Julii podczas sceny jej śmierci…”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 33

Dodaj komentarz »
  1. a czemu tu się dziwić?? ryba psuje się od głowy – aby „coś” osiągnąć trzeba szokawać chamstwem, wulgarnością – nie ma odważnych, aby powiedzieć „król jest nagi”, bo można usłyszeć, że się jest nietolerancyjnym mojerem;-(

  2. Szanowny Panie Redaktorze,
    Podekscytowal mnie pana felieton bo znam jedna osobe, ktora zostala wielbicielem teatru tylko dzieki temu, ze moje pokolenie zapedzano do teatru regularnie (ta osoba nigdy be pewnie nie przestapila progu tej instutucji gdyby nie szkola) i nieco wiecej, ktorym z pewnoscia to nie zaszkodzilo. oczywiscie niczego to nie udawadnia poza tym, ze moze byc i tak i siak:-) Co mnie zaskakuje natomiast, to brak troski (albo irytacji) z powodu zachowania licealistow. Moznaby wymagac, ze niezaleznie od tego czy lubia czy nie, zachowaja sie w takim miejscu jak teatr w sposob cywilizowany. Ze tak mozna — widziala w kilku krajach, w tym i w Polsce (choc to ostatnie dosc dawno temu). Czyzby „stadiony wkraczaly na salony”?
    Pozdrawiam z Amsterdamu.

  3. Ja pamietam spektakl „Ferdydurke” przed wielu laty rowniez w Teatrze Powszechnym, na ktory zostala zagoniona klasa trzecia lub czwarta liceum, jako ze mlodziez byla prawie dorosla. Zaczelo sie nieszczegolnie. Krzysztof Stroinski jako Józio siedział na łóżku i cos tam mowil pod nosem, zas mlodziez puszczala mu w oczy punkciki swietlne, komentowala w niewybredny sposob i chichotala chichotem mrożącym krew w zylach. Szczęśliwie pojawil sie Władyslaw Kowalski jako Pimko i po kilku wypowiedzianych przez niego zdaniach widownia mlodziezowa zaniemowila. I tak juz bylo do konca. Ja tez zaniemowilam, jako ze pan Kowalski byl po prostu rewelacyjny.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Niestety, cała polska (nie tylko) szkoła to przymus. Także programowe wyjścia do teatru i na koncerty. Także lektury. Rodzice muszą zapłacić za bilety, klasa pójść, opiekunowe także. A teatr musi na tym zarobić. Że efekty edukacyjne przeciwne do głoszonych? Kto się tym przejmuje?

  6. Ten teatr w Białymstoku to jest objazdowy. Niedawno widziałem ich w Łomży z „Kupcem Weneckim”. Tamtejsza publiczność głośno życzyła sobie ukrzyżowania Shylock’a.

  7. Współczuje pani,która musiała słuchac niewybrednych okrzyków młodzieży. Jestem nauczycielką w małym mieście i dla moich uczniów wyjazd do dużego miasta i udział w przedstawieniu jest wielkim wydarzeniem, fakt udział nie jest przymusowy.Często gdy wchodzimy z grupą gimnazjalistów panie inspicjętki patrzą z przerażeniem, ale po spekaklu gratulują nam postawy naszej mlodzieży.

  8. A na przyklad taki rewolucyjny pomysl, ze zanim sie tych mlodych napusci na teatr, to by ich do przedstawoenia PRZYGOTOWAC – przeczytac Antygone, opowiedziec cos o teatrze antycznej Grecji, zastanowic sie dlaczego taka Antygona pomimo uplywu tysiecy lat od napisania, moze byc wazna dla wspolvczesnego odbiorcy – takie rewolucyjne pomysly nauczycielom juz do glowyt nie przychodza? Czy tez nauczyciele sa sami zbyt prymitywniu i niedouczeni aby podjac sie zadania przygptowania mlodych do tego szczegolnego doswiadczenia jakim jest wizyta w teatrze, zetkniecie z kultura wysoka ? Czy w szkole juz sie nie rozmawia o Szekspirze? Nie daje Szeksoira do reki? I co to znaczy, ze zaden nauczyciel nie poszedl z dziecmi na przedstawienie? A co robil w tym czasie?
    Po porzeczytaniu tego felietonu mam nieodparte wrazenie, ze troglodyci ucza mlodych triglodytow .
    To nie dziwcie sie pozniej, ze taka Pawlowicz czy taki Ronda zostaja „profesorami”.

  9. „żadnych spektakli granych w samo południe i wyłącznie dla szkół. Aktorzy mają z tych spotkań fatalne wspomnienia, niejednokrotnie trzeba było przerywać przedstawienie.”

    Pan się myli, właśnie specjalne dobrane przedstawienia dla młodzieży. Zamiast ganiania dzieciaków na modły, wyjście do teatru. Dla wielu może to być jedyny w życiu kontakt z teatrem i niech chociaż to mają.

    A to ze artychy, którzy zlekceważyli sobie młodzież, dostali popalić , to prawidłowo.
    Zresztą, młodzież zachowała się jak artychy prywatnie po przedstawianiach, wiec po co te ich krokodyle ?

  10. A jak to było z Odprawą posłów greckich ?

    – Skąd przybywacie posłowie ?
    – Z PGR Buraków – padło z widowni, która gościła pracowników z tego PGR-u…

  11. Wniosek by zaprzestać szkolnych, zorganizowanych wymarszów do teatru wydaje mi się trochę na wyrost. Czemu spektakl ma się zawsze odbywać w atmosferze skupienia i kontemplacji sztuki?
    Dla aktorów czasem nieoczekiwany odbiór spektaklu jest przecież też doświadczeniem zawodowym. Czasem bolesnym ale taki jest koszt uprawiania sztuki. Dobrowolnie decydują się na takie ryzyko np aktorzy z trup ulicznych. Nieoczekiwane reakcje widowni traktują jako element spektaklu.
    Pamiętam, że gdy ze szkołą, jeszcze za komuny, bywałem na spektaklach teatralnych czy seansach filmowych również różnie bywało. Spektakle czy seanse rażące nudą były przez widownię czasem niebanalnie uatrakcyjniane. Za co zresztą spotykały młodych widzów rozmaite represje grona wychowawczego nadzorującego młodzież.
    Uprawianie sztuki jest swoistą misją. Czemu owa misja ma być prowadzona na warunkach twórców – w sposób dla nich komfortowy?

    Pozdrawiam

  12. Miło się dowiedzieć, że gdzieś w Polce wystawiają jeszcze nieźle zagranego Szekspira, na dodatek z sensem, gdyż we Wrocławiu na przykład od lat króluje parateatralna, propagandowa szmira a la Klata, a teksty typu „zdejmij majtki!” to tu wykrzykują aktorzy do widzów, natomiast „Kupiec Wenecki” wystawiany jest kompletnie bez sensu, na manierę pederastyczno-lesbijską, z adekwatnym, tęczowym afiszem, za sprawą reżysera usiłującego zrobić z Szekspira antysemitę, pewnie w akcie zemsty za słowa prawdy przekazane potomności przez tego genialnego pisarza.

    Korzystając z okazji chciałbym się upomnieć o należne mi pięć dych za bilety plus koszty paliwa (bez odsetek), które wisi mi Gospodarz, albowiem po przeczytaniu jakiś czas temu jego pochlebnej recenzji w Polityce, dałem się nabrać na film „Rok 1612”, który – czego nie muszę pewnie dodawać – okazał się absolutnym dnem w każdym calu. Za to mile mnie rozczarował „Adwokat” Ridleya Scotta, którego dla odmiany Gospodarz nie był uprzejmy docenić. Taka zmyłka.

  13. Może teatry, przynajmniej te większe, powinny mieć dwa zestawy aktorów – w przedstawieniach dla szkół graliby praktykanci, studenci, taki Puchar Kontynentalny w skokach narciarskich. Właściwie dziwne, że Pana Redaktora jeszcze nie było w blogosferze tu, wypada życzyć miłego blogowania.

  14. W szkole do której chodził mój syn tak własnie organizowano wyjścia, tj. w małych grupach, do których trzeba się było samemu zgłosić – syn był ogólnie zadowolony, bywał olśniony.

    Mam natomiast wyrozumiałość dla dużych grup gimnazjalistów czy żołnierzy, młodzi chłopcy nie interesują sie na ogół takim wzorcem miłości, aby recytować ukochanej pod balkonem a potem popełnić razem samobójstwo z rozpaczy. Za to majteczki jak najbardziej.

    Nb. w dawnej operze wrocławskiej (jeszcze przed p. Michnik) miałem okazję oglądać Czarodziejski Flet, w którym Papagena występowała w krótkiej spódniczce wogóle bez majteczek. Największe brawa na spektaklu rozległy się, gdy siadała po piruecie, który spódniczkę uniósł. I nie mogło tu chodzic o mistrzowskie wykonanie duetu, bo najgłośniej klaskały pierwsze rzędy.

  15. Są różne rodzaje biedy.
    Najgorsza jest bieda umysłowa.

  16. …a gdyby zamiast przymuszać dzieci i młodzież do zadań matematycznych, ale pozwolić się im rozkoszować rozwiązywaniem takich o 19 z rodzicami lub w gronie przyjaciół, na pewno mieliby lepsze wyniki… a gdyby zamiast zmuszać do czytania… myślenia. Ach, gdyby nie ci opresyjni nauczyciele…

  17. No, ktos musi zaczac. Witam nowy blog i jego dowodce 😉
    Jestem emerytowanym nauczycielem – co prawda nauk przyrodniczych – ale z dzieciakami do teatru chadzalem czesto. Mieszkam w Toronto i mowie o o lokalnych zwyczajach. Do teatrow chodzilismy w miescie (szkola miala wykupiony abonament do jednego z teatrow) i na te przedstawienia nie chodzili wszyscy uczniowie – przewaznie ci ktorzy byli zapisani byli na przedmiot Drama (nie wiem czy jest odpowiednik w Polsce) i zazwyczaj kilku innych – oraz raz na rok, ladowalo sie High School, czyli po naszemu gimnazjum i liceum, do autokaru i jechalo sie do Stratfordu – a jakze nad Tamiza – na ktoras z szekspirowskich sztuk, pokazywanych w ramach Stratford Shakespeare Festival. Na malych przedstawieniach chlopcy (szkola byla meska) zachowywali sie wzorowo. Natomiast cala szkola – to juz bylo roznie. Bylo troche halasu, rozmow, chichotania ale rzadko zdarzaly sie ekscesy. Raz tylko dyrekcja festiwalu odmowila wstepu na przedstawienie konkurencyjnej szkole, z powodu niestosownego zachowania sie jej uczniow. Tu dochodze do sedna sprawy – gdzie jest granica zywiolowej moze reakcji na to co sie dzieje na scenie, a zaczynaja sie ekscesy. To, ze dzieciaki reaguja na to co sie dzieje na scenie jest w porzadku. Dobrze pamietam reakcje sali – a bylo to z gora piecdziesiat lat temu – kiedy kurtyna poszla w gore na “Farfurce Krolowej Bony” odslaniajac Irene Eichlerowna w goracym uscisku i pocalunku z …. juz nie pamietam nazwiska aktora. Czy obecne reakcje, opisane przez gospodarza, sa odzwierciedleniem – co tu duzo owijac w bawelne – powszechnego schamienia spoleczenstwa – o czym pisze sie w tej, i zreszta nie tylko tej, gazecie cztery razy do roku – nie wiem. Nie mozna zwalic wszystkiego na nieudolna rezyserie, scenografie itd – i nudy na widowni. Trzeba tlumaczyc i wychowywac. Pamietam, jak po wyzej opisanym zdarzeniu, dyrektor, a pozniej nauczyciele rozmawiali z uczniami – co jest cacy, a co be. 😆

  18. Adam 2222 30 listopada o godz. 3:00

    „żadnych spektakli granych w samo południe i wyłącznie dla szkół. Aktorzy mają z tych spotkań fatalne wspomnienia, niejednokrotnie trzeba było przerywać przedstawienie.”

    Pan się myli, właśnie specjalne dobrane przedstawienia dla młodzieży. Zamiast ganiania dzieciaków na modły, wyjście do teatru.
    Dla wielu może to być jedyny w życiu kontakt z teatrem i niech chociaż to mają. A to ze artychy, którzy zlekceważyli sobie młodzież, dostali popalić , to prawidłowo.
    Zresztą, młodzież zachowała się jak artychy prywatnie po przedstawianiach, wiec po co te ich krokodyle ?

  19. To po prostu podsumowanie utopijnej polityki i ideologii wmuszania na siłę przez system szkolny kultury wysokiej wszystkim uczniom!!! W niektórych (większości!) przypadków warto zacząć od podstaw – elementarnej kindersztuby, poprawnego wypowiadania się, zachęcenia do czytania jakichkolwiek(!) książek (choćby i „Ludlumów” czy podobnych!) !!! Jak część w starszym wieku weźmie się za coś poważniejszego to będzie sukces!!!

  20. Obserwując rozbestwienie spoleczństwa oczekuję mowy noworocznej „Gajowego”. W tle i przy świetle zimnych ogni na rurze tańczyć będzie pewnie Weronika Marczuk !?

  21. warto zajrzeć do komentarzy w GW na temat tego przedstawienia:
    gr_ub_y
    Mnie już męczy to utyskiwanie na młodzież.
    Młodzież zawsze jest jednaka, ani lepsza, ani gorsza.
    Czego ta pieniaczka oczekiwała po spektaklu z obsceną, cyckami i fakami? Że młodzież będzie buczeć i sama wywiezie twórcę spektaklu i aktorów na taczkach?

    nosorozecwlochaty
    Nie wiem czy zawsze było tak samo, ale 20 lat temu było już tak samo.
    Z ciekawych kwiatków:
    – na „Zemście” Papkin dostał pomidorem z widowni
    – pamiętam operę na której jakiś małolat cały czas… słuchał walkmana
    – film „Ogniem i mieczem” – najsliniejsze reakcje gdy Scorupco się rozebrała i Kozak pokazał dupę

    nemesis77
    Akurat dzieci były tu najmądrzejsze bo krzyknęli „król jest nagi” odkrywając tą całą „sztukę”. Artyści jak widać zrobią wszystko żeby dobrze się sprzedać jak dziwki. Jak trzeba to poświecą cyckami, rozchylą nogi itd. Nie mam nic przeciwko temu, jak też temu, że istnieją filmy erotyczne. Oburza mnie natomiast oburzanie się na dzieci, że po swoim zachowaniu dali wszystkim do zrozumienia czym naprawdę była ta „sztuka”.

    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,15036271,Skandal_w_teatrze___Ale_cyce_pokazuje_____Bedzie_seks__.html?t=1385891479105&v=1&pId=25343663&send-a=1#opinion25343663

  22. „Nikt stad nie wyjdzie, dopoki nie znajdziemy idei. Edek, nie wypuszczaj nikogo” (Tango,
    Mrozek)

    Kiedys w ramach karnej ekspedycji kulturalnej bylem na „Niemcach” Leona Kruczkowskiego. Wialo nuda. Kruczkowskiego chyba sie juz nie wystawia. Jak najbardziej rozumiem.

    Mrozek byl nadrealista, nad polskim absurdem.

  23. Hm, chciałoby się rzec. A może taki odbiór sztuki przez młodzież pokazuje właściwe miejsce teatru (tego teatru, tego przedstawienia) wśród różnych propozycji, które ma do wyboru (ta młodzież)? Spektakle jest „nowocześnie zrobiony”. Może jednak ta „nowoczesność” nie dociera do spontanicznego młodego widza? Zaryzykuję i powiem wprost – odbiór sztuki przez młodzież jest nie tylko spontaniczny, jest przede wszystkim autentyczny. Nie ulega swoistej poprawności odbioru.
    Nie widziałem tego spektaklu. Ale jestem przekonany, że ci sami młodzi ludzie potrafią się wzruszać i przeżywać historie, które nie są jedynie „sztuką”, które do nich docierają. W przypadku Romea i Julii najwyraźniej tak się nie stało. No, chyba że z góry uznać ich za niezdolnych do żadnych wyższych/średnich uczuć. Ale nie zaryzykowałbym takiego stwierdzenia.

  24. Widać, że młodzież nie nudzi się na sztuce i żywo komentuje akcję.

  25. Najlepsi recenzenci: dzieci
    _______________________________________

    Opowiadal mi niegdys jeden z nauczycieli PWSTiF jak wystawiano jakas basn H C Andersena, do ktorej inscenizacji uzyto wielkich kukiel. Na poczatku jedna z figur przywitala zgromadzona dziatwe szkolna:
    – Czesc dzieciaki!
    – Czesc gowniarzu! – odpowiadzial jakis chlopak donosnym krzykiem
    Aktor omalze nie parsknal smiechem na cala sale.
    ___________
    Inna historie opowiadal rosyjski pisarz emigracyjny Sergiej Dowlatow (na spotkaniu w Brighton Beach NY) , ktory za czasow leningradzkich, gdzies tam w latach koncowych 60 robil w jakims domu dziecka za Dziadka Mroza. Charakteryzacja sowiecka: kozuch, pelna broda ze lnu, przepasany oficerskim pasem wojskowym, na nogach walonki etc etc.
    Dziadek Mroz zapytal na wstepie zgromadzone dzieci:
    -Czy wiecie, drogie dzieci, kim jestem?
    – Lenin, Lenin! – wykrzyczalo paru bardziej odwaznych chlopakow z poczatkowych rzedow.

  26. Aktor ani poeta nie sprawuje rządów dusz. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu w Polsce za PRLu tak się utarło, że aktor musi być pisany Aktor a najlepiej Ach-ktor!
    Proszę sie zaznajomić z historią teatru. Zostawiłem w Polsce tomisko o tejże historii – nagrodę w konkursie wiedzy o teatrze Klubu 1212. Nie mam pojęcia czy ten klub jeszcze istnieje czy nie, ale przez 4 licealne lata moja częstotliwość chodzenia do teatru nie spadała poniżej 2-3 razy na miesiąc. Tak, w lwiej większość były to wymuszone przez polonistę-fiśniętego teatrologa wizyty. Oczywiście każda wizyta poprzedzona referatem przygotowującym, potem oczywiście recenzje, dyskusje, wypracowania. Po dziurki w nosie.
    Nawet w jakoby najświetniejszym teatralnie okresie gierkowskiego peerelu poziom przedstawień bywał bardzo różny. Na jedne sztuki warto było się tłuc do innych miast a na inne, nawet miejscowe, zupełnie nie.
    Tak jak pisze Kalina, jak dobry aktor to publiczność owinie sobie wokół paluszka i zrobi z nią co zechce. W elżbietańskiej Anglii nie takie rzeczy się działy. Wykrzykująca cośtam i rzucająca w aktorów czymśtam publika? Oby tylko.
    Aktorka to … mam pisać dalej? Wcale nie tak dawno temu było to oczywiste. Ciekawa byłaby rozprawka o ewolucji postrzegania zawodu aktora, w tym teatralnego.

    Gospodarz wie, który sławny polski aktor waląc żonę krzyczał: „Bije cię najlepszy aktor w Polsce!”

    Mam zacząć opowiadać anegdotki, które nigdy nie ujrzały druku z powodu czujności peerelowskich lufcikowych robiących w „tygodnikach opinii” czy w innych przekaziorach?

    Jak by mnie ktośtam zaczął costam odkrzykiwać to bym zszedł ze sceny i kontynuował przedstawienie na widowni, tuż przy tym widzu. Z szacunkiem, ale przenosząc akcję „do niego”. Dookoła niego. Dynamicznie przeniósł światła i akcję na widownię. Albo w kilku kolegów zaprosił go – nieco bez możliwości odmowy, ale w inteligentny sposób – na scenę i kazał/poprosił improwizować.

    W każdym razie jeżeli nie to – to co? Jak aktorzy nie będą chcieli przekraczać fizycznej bariery pomiędzy widownią a sceną to jaka pozostanie różnica pomiędzy teatrem a kinem? Dzisiejsze kino o tym wie i jestem przekonany nadchodzącej konwersji fimu i gier komputerowych, zastępującej tradycyjny, „bierny w obiorze” film.

    A teatr, którego esencją jest bliskość kontaktu widza z aktorem ma tę szansę przegapić?

    Odegranie „od strony do strony” nie ma żadnego sensu. Wyrecytowanie każdej zwrotki do końca czy zaśpiewanie każdej piosenki funta kłaków nie warte. Aktor gra dla widza, nie dla siebie, nie dla pana reżysera, nie dla grafiku. Na scenie ma być samo dobre, sama prawda. Jak nie ma, jak jest bylejakość to wieje nudą i sztucznością. Publiczność to czuje, co w tym dziwnego?

    Aktor, który nie potrafi sprzedać każdej linijki tekstu jako swojej i każdego pomysłu reżysera jak swojego nie powinien grać tej sztuki i u tego reżysera. Bo albo pomysłów i tekstu nie zrozumiał albo reżyserowi nie zaufał. Pozostał letni. I każdy to wyczuje.
    Najlepszy aktor pracujący z reżyserem (czy scenografem, itd.) – idiotą
    ma niewielkie szanse na sukces, to też oczywiste.

    Widownia niech krzyczy, niech beczy i kwiczy. Za dużo było akademii ku czci, gdzie cała sala biła brawo i uważała, aby nie być tym, który bije najmniej entuzjastycznie. A potem aby się nie być ostatnim, który złożył donos na sąsiadów z widowni opowiadających nieprawomyślne dowcipy.

  27. Gonic do teatru dziatwe obowiazkowo, w przytupach i czworkami! Ale i gonic z tegoz teatru jak sie dziatwa nie umie zachowac. Za kark i won na zbita twarz!
    Jak to sie dzialo, ze kiedys nie bylo problemow z dyscyplina w szkolach?!!! Chyba wszyscy pamietamy, ze to prawda. Skoro to bylo takie oczywiste jeszcze tak niedawno, co jest przeszkoda, zeby ten stan powrocil? Wypisuje sie mase na ten I podobne tematy ale nikt tutaj nie odwazy sie, zeby rzeczy nazwac po imieniu, chociaz nie ma watpliwosci, ze jest jasne dla kazdego o co w tym wszystkim chodzi.

  28. Zwykle nałogowo syntezytuję.
    Tym razem przedstawię analizę z żabiej perspektywy:
    Czy ta sztuka wysoka patrzyła na widownię z wysokości wyższej niż gumka majtek?

  29. Co do konsumpcji kultury w obencje Polsce to jak tu sie dziwic okrzykom np. „pokarz d…” widzow socjalizownych na brazylijskich serialach i samtphonach jezeli owi kupuja sztuke uzytkowa w Ikae(bo tanio i z kotletem mielonym) i jak napisal „ha”: aby „coś” osiągnąć trzeba szokawać chamstwem, wulgarnością – dodam – atakowac nagimi cycami aby zareklamowac dunner . Co do polskiego teatru w XXI to podam taki przyklad. Zadzwonilem do teatru dramatycznego w Plocku z zapytaniem czy moglbym kupic roczny ticket(np. na jedno przedstaweinie w miesiacu) dla dwoch osob. Mialo byc pod choinke dla mojej famili – pomyslame sobie, ze jek juz ticket jest to i pojda na przedstwienie a i ja bedac na odwiedzinach tez zawitam jak kiedys w latach 70tych) – w starej europie to normalka: roczny ticket do opery, kina czy teratru sa bardzo mile widzalny, a i sa nawet promocje – ale dla administracji i tzw. marketig office teatru dramatycznego w Plocku to jest … dramat, wrecz grecka tragedia . Nie panie jak juz do teatru to tylko bilety w kasie … ale mamy tez juz konto i moze pan wczesniej przelac kase; wysylac ticket ladnie opakowany jako podarunek , neee, co pan a kto to ma robic? , … Chaba zaprosze familie do Hannover i pojdziemy po wigilli na koncert Bacha a w drugi dzien swiat do Wilhelm Busch Museum. Pozdrock …

  30. Mam pytanie natury czysto praktycznej, jako były nauczyciel: skoro wybrańcy mają chodzić do teatru, co zrobić z resztą klasy? Ta reszta musi się kotłować w świetlicy albo jest odsyłana do domu? (w nagrodę). Poza tym jako polonista chcę po obejrzeniu sztuki podyskutować z młodzieżą, co zrobić w takim razie z resztą grupy w tym czasie, zwłaszcza że przeważnie stanowi większość? Łatwo się mówi, jak się w tym zawodzie nie pracuje.

  31. Jolanta Michalska
    29 listopada o godz. 20:44
    „inspicjętki”? pani nauczycielko?

  32. I tak nieźle, że jednak w jakiś sposób wyrażali zainteresowanie sztuką dziejącą się na scenie. Ja ze swoich lat szkolnych pamiętam młodzież chodzącą pod przymusem na koncerty w Filharmonii Krakowskiej pod tytułem „Musica Ars Amanda”, gdzie całkiem spora część nastolatków ostentacyjnie „wyłączała się” z koncertu poprzez założenie słuchawek na uszy i słuchanie heavy metalu lub popu z przenośnego Walkmana marki Sony (tak było kiedyś takie urządzenie na kasety magnetofonowe i nikt jeszcze wtedy nie słyszał o iPodach, iPhone’ach itp.).

  33. Na marginesie – ma rację Hanna pytając co zrobić z młodzieżą, która nie chce iść na spektakl. Dzieciaków nie można ot tak sobie gdzieś tam zostawić lub wyłączyć. Małolaty muszą mieć opiekę, a w razie gdyby zostały bez niej zostawione i narobiły bigosu od razu robi się totalny raban, media, policja, prokurator i nauczyciel jest ugotowany raz na zawsze.

css.php