WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika

4.12.2013
środa

Z Pilchem w pociągu do Krakowa

4 grudnia 2013, środa,

Powiedzieć, że Jerzy Pilch jest znakomitym pisarzem, to nic nie powiedzieć. Ale Pilch autor dziennika? Nie wszystkich zachwycały kawałki drukowane w „Tygodniku Powszechnym”, sam też miewałem chwile zwątpienia.

Bo jak to? Kiedyś dzienniki pisali autorzy żyjący w bardzo ciekawych czasach, obracający się w lepszym (co często znaczyło – gorszym) towarzystwie, prowadzący wojny z cenzurą, zmagający się z opresyjnym systemem. Cierpiący jeżeli nie za miliony, to za swoje środowisko i najbliższą rodzinę.

A Pilch siedzi sobie w domu na ulicy Hożej, czyta książki, czasem zobaczy mecz w telewizji, czasem wybierze się do rodzinnej Wisły, porozmawia z matką, powspomina dawnych krewnych i znajomych. Jeszcze raz napisze o ojcowych zmaganiach z wielkością Manna. Czytane z tygodnia na tydzień mogło porywać, ale nie musiało. Ale wszystkie tamte nasze czytelnicze rozterki nie mają już najmniejszego sensu. Prawdę mówiąc, możemy teraz przyznawać się do nich z uczuciem lekkiego zażenowania. Bo oto mamy wydanie książkowe („Drugi dziennik. 21 czerwca 2012- 20 czerwca 2013” ) i wszystko stało się jasne. Fragmenty drukowane z tygodnia na tydzień złożyły się na całość, która jest czymś więcej niż dziennik, jest mianowicie powieścią, z pisarzem w roli głównej. Nie wiem, czy taki był zamysł autora, ale czytelnik tak to właśnie odbiera, a czytelnik zawsze ma rację.

Kim jest Pilch, bohater książki Pilcha? Jest człowiekiem schorowanym, dla którego choroba nie jest po prostu brakiem zdrowia. Jest mianowicie bytem odrębnym, wielką przygodą egzystencjalną i intelektualną. Oczywiście stanowi także wyzwanie stricte literackie. Otwiera całkiem nowy rozdział w jego twórczości, co Pilch komunikuje czytelnikowi w charakterystyczny dla dawnego Pilcha sposób: „Swoją drogą, ujmując rzecz formalnie: miała po mnie zostać kronika dymania, zostanie kronika zdychania, niby szlachetniej, ale jednak wolałbym na odwrót. Może jest jeszcze jakaś szansa? Choćby częściowa? Może moja zachłanność nie jest oznaką końca, tylko fantastycznym, przezwyciężającym biologię, naturę, upływ czasu i parę innych przykrych drobiazgów tryumfalnym powrotem do młodości? Nie wszystko musi odjeżdżać: budzisz się któregoś poranka, oddychasz z niezauważalną lekkością, patrzysz bez wytężania wzroku, bierzesz leżącą na nachtkastliku książkę i zaczynasz ją czytać z lekkością młodzieńca…”

A może nie ma żadnego dawnego i nowego Pilcha, tak tylko mi się napisało… Może po prostu w jego dawnych książkach, które się z taką lekkością i przyjemnością czytało, przegapialiśmy akapity, w których już się pojawiał, czasem na moment, czasem na dłużej, Pilch filozofujący, Pilch egzystencjalista… I odwrotnie, dzisiaj pisząc o swej chorobie, nie traci poczucia humoru i tej wspaniałej ironii, która jest jedyną bronią przeciw wszystkim okropnościom naszej egzystencji. Oto fragment ostatniego wpisu z  20 czerwca roku bieżącego: „Zwinąłem się w taki kłębek, że musiało mnie nie być. O pisaniu ani mowy, o czytaniu ani mowy. Film, teatr, TV – szkoda gadać. Co zostało? Bóg i piłka nożna. Wbrew pozorom niemało. Futbol i teologia. Masz wszystko, a narzekasz”.

Czytam Pilcha w pociągu do Krakowa, czyli na trasie, którą Jurek wielokrotnie pokonywał. Odrywam na chwilę wzrok od książki, widzę za oknem pejzaż, który może kiedyś zwrócił też jego uwagę. Ale nie warto brnąć w metafizykę, tym bardziej, że okoliczności po temu niesprzyjające. Współpodróżni są przecież zajęci całkiem innymi, konkretnymi, z pewnością bardzo ważnymi dla nich sprawami. Dzisiaj na kolei mamy nowe obyczaje. W przedziałach klasy II – a w przedziale klasy I jeszcze bardziej! – się nie czyta. Się rozmawia. Komórki grzeją się do czerwoności. Kiedyś ludzie wychodzili na korytarz, jakby wstydzili się rozmawiać przy współpasażerach, teraz nie mają najmniejszych oporów. Wszystko słyszę, ale nie słucham. Wolę czytać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Juz to gdzies opowiadalem, ale opowiem jeszcze raz. Jeden moj znajomy dojezdza do pracy spod Londynu codziennie pociagiem, zawsze zaopatrzony w ksiazke. Kiedys naprzeciwko niego usiadla jakas mloda kobieta, wyjela komorke i zaczela do niej trajkowtac. PO dziesieciu minutach znajomy wyjal z teczki sluchawki i zalozyl sobie na uszy, co mloda kobieta odnotrowala. Po skonczeniu rozmowy zwrocila sie do niego z pytaniem, pokazujac na sluchawki: Co to bylo? Dlaczego to zrobiles?
    – Bo mi rozmowa przeszladazala w czytaniu – odrzekl znajomy.
    – Co za cham! – powiedziala kobieta i odqricila sie do okna z niesmakiem na twarzy.

  2. @Kot Mordechaj

    To zapewne byla Polka. Angielskie miejsca uzytecznosci publicznej maja to (cudowne) do siebie, ze nikt nikim sie nie interesuje, a nawet nikogo nie zauwaza procz siebie i osob mu towarzyszących:))

  3. Jeszcze a propos gadania przez komorke w Anglii…Jest to tam naprawdę rzadkość, zeby ktos zachowywał sie tak jak w Polsce – gadal przez 15 minut glosem, ktory obudzilby umarlego, a do tego smiał się nie wiadomo, z czego, i zmuszał wszystkich do sluchania o sprawach nic nikogo nie obchodzacych. Czasem ktos odbierze komorke, aby rzucic, ze oddzwoni. Pewnego razu w metrze stal za mna Amerykanin, ktory tak rozmawial, jak rodowity warszawiak. Odwrocilam się i spojrzalam wzrokiem, ktory mogłby zabijac. I facet przeprosil i wyłączył sie. Jednak to nie byl „warszawiak”:))
    Co innego, ze jest tam coraz więcej Polakow i innych imigrantow, ktorzy zachowuja sie całkiem nie po „angielsku:))

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie zauważyliście jeszcze, że to nie komórka jest dodatkiem dla człowieka ale człowiek stał się dodatkiem do komórki?

  6. zawsze miałem podejrzenie, że futbol ma coś wspólnego z „dymaniem”,
    to znaczy, pełni funkcję zastępczą… 😉

  7. Nieczęsto podróżuję pociągiem, ale problem jednokomórkowców jest chyba poważniejszy niż się redaktorowi wydaje.
    Ich świat (świat właścicieli telefonów) to zupełnie inna bajka i przy tej okazji nie wiem, czy reżyser Hofmann nie powinien nakręcić jakiejś nowej wersji np. „Potopu” gdzie pod Jasną Gorą Babinicz z Nokią przy uchu broni Jasnej Góry, od czasu do czasu kupując w klasztornej Biedronce kolejne doładowanie.
    A czy ciągle w znakomitej formie będący Andrzej Wajda nie myśli o nowej wersji Popiołu i diamentu gdzie zamiast zapalonych wódek i pseudonimów kolegów kolejną suną po ladzie również niezdolne do dalszej eksploatacji … szszszuuu…Nokia, szszszuuu…Motorola, szszszuuu Sagem, szszszuuu…

  8. Pierwszy „Dziennik” przeczytałem dwa razy – rewelacja! „Drugi” – dostanę „pod choinkę” i już cieszę się na jego lekturę. Moją ukochaną książką Pilcha pozostaje „Bezpowrotnie utracona leworęczność”, którą uważam – a co tam, nie bójmy sie tego słowa – za prawdziwe arcydzieło.
    Pozdrawiam serdecznie!

  9. Pilcha pamietam ze wspolpracy z londynskim „Pulsem” (lata 80.), ten kwartalnik/nieregularny, w ktorym debiutowal szanowny pan Jerzy swoimi „Wyznaniami tworcy pokatnej literatury erotycznej” (1988), tu tez pozniej wyszedl zbior Pilcha „Tysiac spokojnych miast” (1997).
    Moja kolekcja „Pulsu” konczy sie na numerze 28 (londynskim, red.Chodakowskiego).Motorami pisma byli niezyjacy juz poeci lodzccy Jacek Bierezin i Witold Sulkowski a takze Ewa Sulkowska -Bierezin (zona Jacka i siostra Witolda)

  10. @ozzy:
    mam nadzieję, że jurek będzie (tym razem) konsekwentny
    i umrze, jesli już nie na copacabanie z caipirinhą w ręce, jak się w młodosci odgrażał,
    to przynajmniej z wuwuzelą w ustach na trybunie maracany 😉

  11. @kalina
    Nie wiem w jakiej Anglii mieszkasz. Polecam przejazdzke autobusem w Londynie – gwarantowane rozmowy ‚na caly regulator’ albo o bzdurach albo o kwestiach super-intymnych. Czasem tak glosno, ze sluchawki z glosna muzyka nie pomagaja. A ludzie boja sie reagowac, bo nie wiadomo jaki wariat sie trafi…

  12. Dziennik J. Plicha kończy się w czerwcu. Nie jest więc na bieżąco z obyczajami kolejowymi. Obecnie w modzi jest oglądanie filmów na tabletach lub laptopach — w tym drugim przypadku, bez słuchawek.
    Choć wciąż istnieją konserwatyści wybierający rozmowy telefoniczne, lub książki (zwłaszcza e-książki) 😛

  13. Mnie również swego czasu ogląd rzeczywistości okiem i piórem Pilcha wydawał się miałki, niepełny, nieco wydumany. Nie wiedziałem po jakiej stronie polskiej barykady pisarza usytuować , bo wokół tej barykady usadowiła się przecież istota polskości.Tylka taka perspektywa moim zdaniem pozwalała odczytać sens podstawowych pytań i wyzwań dziejących się tu i teraz.
    I w pewnym momencie (m.in po przeczytaniu Dzienników) uznałem ,że jednak jest coś obok, ponad, zamiast i to Coś wcale nie jest błahe, gorsze, epizodyczne.
    Pomagali trochę Inni, ale dystans, ironia,”lekkość bytu” Pilcha jest chyba najlepszym wentylem bezpieczeństwa.
    I oczywiście piłka nożna (szczególnie polska, gdzie kopią się po swoich głowach, z 2 metrów od bramki strzelają w chorągiewkę boczną, nie wiedzą ,że bramkę można zdobyć również lewą nogą itd)…

    I coraz głośniej wygwizdywany, chociaż siedzi już na ławce rezerwowych… Bóg…

  14. @aaron:
    „nie nadużywajcie mego imienia , bo inaczej udam sie na ławke rezerwowych”
    czy nie powiedział to już mojżeszowi dobrych kilka lat temu?

  15. wesołych świąt !

  16. Ma Pan absolutną racje, Pilch jest najlepszy, a komórki nas kiedyś wykończą!

css.php