WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika

7.02.2014
piątek

Polska po kolei

7 lutego 2014, piątek,

Przerywam milczenie – mógłbym zażartować, używając ulubionego tytułu internetowych serwisów towarzyskich, obwieszczających w ten sposób, iż gwiazda X ma właśnie coś ważnego do powiedzenia. Dlaczego milczała i w jakiej sprawie, nie ma większego znaczenia. No więc ja też ogłaszam, że przerywam milczenie, i od razu wyjaśniam, że moja dłuższa nieobecność w tej rubryce spowodowana była regularnym wypełnianiem zobowiązań kuratora najbliższych Warszawskich Spotkań Teatralnych.
Moje podróżowanie po kraju zbliża się do szczęśliwego (lub nie, to się dopiero okaże) końca, mogę zatem wyznać, że była to naprawdę wielka przygoda. Nie tylko teatralna. Jako redaktor działu kultury siedziałem przez wiele lat przy biurku, a teraz zamknąłem komputer i ruszyłem w Polskę, by odkryć kraj ojczysty na nowo. Są miasta, w których nie byłem od bardzo dawna, a nawet takie, wstyd powiedzieć, których nigdy z bliska nie widziałem. Trudno wyjść poza banał, stwierdzając, że Polska się zmieniła. Jeszcze tylko najstarsi, na ogół już nieczynni reporterzy pamiętają uroki PRL-owskiego podróżowania, obskurne hotele czy bary, w których można się było otruć natychmiast albo dopiero po pewnym czasie. To, co wygląda tak malowniczo w kultowych filmach Barei, w realu nie było żadną atrakcją.

Najmniej zmieniła się Polska kolejowa. I nie tylko dlatego, że w porze zimowej zdarzają się opóźnienia, co dowcipnie skomentowała pani Bieńkowska. Gdyby pani minister widziała sztukę Strzępki i Demirskiego „Firma”, pokazującą, na czym polegał kant dzielenia PKP na dziesiątki spółek, pewnie przepraszałaby nie tylko za klimat. Niedawno jechałem do Gdańska i pociąg, zanim dojechał z Warszawy Centralnej do Warszawy Wschodniej, osiągnął godzinne opóźnienie. Imponujące! Jak wiadomo, w takich sytuacjach opóźnienie może jedynie ulec zmianie, oczywiście na niekorzyść podróżnego.

Na dworcach jest nieporównanie bardziej komfortowo niż kiedyś, natomiast niezmienny jest krajobraz okołodworcowy, jaki obserwuje się, mijając mniej i bardziej ważne stacje. To jest w ogóle temat na studium socjologiczne: co sprawia, że właśnie w okolicach dworców pojawia się nagle pejzaż, powiedzmy pretensjonalnie, postindustrialny. Resztki konstrukcji, których przeznaczenia nikt nie byłby w stanie odgadnąć, szkielety wagonów, które chyba jeszcze w czasach powojennych skierowane zostały na boczny tor, oraz ogólne złomowisko, na widok którego Edi, filmowy zbieracz odpadków żelaznych, wpadłby w stan euforii. Gdyby jakiś cudzoziemiec przejeżdżał tranzytem przez nasz piękny kraj, mógłby pomyśleć – patrząc przez okno, kiedy w okolicach stacji pociąg zwalnia bieg – że doszło tu niedawno do wielkiej katastrofy.

Co ciekawe, krajowi podróżni zdają się nie zwracać uwagi na takie drobiazgi. Odnosiłem wrażenie, iż nawet opóźnienia nie robią na nich wielkiego wrażenia. W każdym razie traktują je ze stoickim spokojem. Może dlatego, że dzięki spóźnieniom mają więcej czasu na rozmowy. I to jest w istocie największa zmiana w obyczajach kolejowych. Rodacy w podróży rzadko dzisiaj czytają, niechętnie też nawiązują rozmowy w przedziale. Rodacy wchodzą do wagonu, porzucają bagaż i sięgają po telefon komórkowy. Już teraz nie wychodzi się na korytarz, bo po co. Obecność innych pasażerów nie przeszkadza w najmniejszym stopniu.

Czego to ja się nie nasłuchałem w czasie moich ostatnich podróży? Ostatnio w pociągu do Gdańska biznesmen dokonywał korekt kadrowych w swej firmie, przekazując na cały głos dyspozycje, kogo zwalniać „z okresem”, a kogo „bez okresu”. Potem składał komuś propozycję pracy „megasuperatrakcyjnej”, negocjacje trwały do stacji końcowej, a może jeszcze dłużej. Kiedyś w drodze do Łodzi podsłuchiwałem lekarza, zapewne chirurga, który sprawdzał mniej więcej co kwadrans, czy sączki zainstalowane operowanemu działają tak, jak powinny. Przed Łodzią Kaliską okazało się, że stan pooperacyjny pacjenta jest w pełni zadowalający. Bywają też egzotyczni sąsiedzi. Raz jechał w przedziale Czeczeniec, który bez przerwy dzwonił w ważnych sprawach i, jak zdołałem zrozumieć, zamawiał przez telefon dwa pilne kursy samochodowe z Wilgi, jeden aż do Moskwy.

Takie to są dzisiaj kolejowe rozmowy rodaków, i nie tylko. Może autorzy dialogów filmowych powinni częściej jeździć pociągami, podsłuchiwać i notować?

A o wrażeniach teatralnych napiszę innym razem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Z dużą przyjemnością przeczytałem Pana mini-esej. W czasach kiedy coraz więcej rodaków podróżuje samolotem lub własnym autem rzadko można spotkać podobny opis obyczajów, nieco w stylu późnego PRL (vide program satyryczny „rozmowy w przedziale”, skecz Kabaretu Dudek „Wyskoczy-nie wyskoczy” – autorstwa Tyma etc.).

    Chętnie przeczytam Pańskie kolejne refleksje z podróży koleją po naszym malowniczym kraju. Jako wrocławianin z urodzenia gorąco polecam trasę Warszawa-Wrocław – długa i co najmniej tak inspirująca, jak ta do Gdańska.

  2. Takie to są dzisiaj kolejowe rozmowy rodaków, i nie tylko. Może autorzy dialogów filmowych powinni częściej jeździć pociągami, podsłuchiwać i notować? -cytat
    Autorzy dialogów filmowych czerpią teraz pomysły z fantazji służb , które kreują bohatera na miarę zapotrzebowania propagandy.
    Prosimy i kilka uwag na temat produkcji super gniota propagandowego
    jakim jest film „Jacek S” – ksywa Kuklinowski.
    Takich bohaterów to Polska miała w czasie najazdu szwedzkiego

  3. A gdzie się podział Pański wpis o Kuklińskim wraz z komentarzami ? Zniknął, jak kamfora.

  4. szanowny poprzedniku. Nie zniknął, tylko jest w dziale „Kultura”, a ten wpis jest w dziale „Blogi”. Poszukaj, a nie narzekaj jak typowy Polak

css.php