WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika

6.10.2014
poniedziałek

Ania Antygwiazda

6 października 2014, poniedziałek,

Śmierć dodaje powagi. Więc powinniśmy zacząć mówić: zmarła Anna Przybylska, a od wczoraj wciąż słyszę: Ania Przybylska. To zdrobnienie jest jednak znakiem wielkiej sympatii. Znajoma, która nie znała zmarłej, która chyba nawet nie widziała wszystkich jej filmów, mówi, że się popłakała, jakby umarł ktoś bliski. W internecie, gdzie troglodyci potrafią odezwać się po chamsku w każdej sprawie, jak na razie cisza i szacunek. Czyli jednak można inaczej.

Chciałoby się napisać: była w środowisku filmowym zjawiskiem wyjątkowym. Ale czy w ogóle tam była? Nawet na dorocznych festiwalach w Gdyni chyba się nie pokazywała, mimo że to jej rodzinne strony, w każdym razie nie pamiętam jej z żadnych przyjęć. Zajmuję się filmem polskim od wielu lat, a widziałem Przybylską na żywo chyba tylko raz. Nie trzeba dodawać, że nie pokazywała się na otwarciu butiku z nowymi bluzkami, próżno też było oczekiwać, że znajdzie się na okładce tabloidu jako bohaterka skandalu.

Nawet chorowała inaczej. Nie opowiadała o cierpieniach w każdym kolorowym magazynie, nie sądzę, by planowała wydać książkę. Po prostu dyskretnie usuwała się w cień. Nie pamiętam szczegółów, ale chyba wygrała proces z którymś z tabloidów, więc przestano o niej pisać. Nie pisano, więc – tak nauczyliśmy się reagować – chyba ze zdrowiem jest lepiej. Dlatego wiadomość o śmierci tak wszystkich zaskoczyła.

Takie dziewczyny jak Ania Przybylska w dawnych czasach namawiane były do robienia filmowej kariery akcjami pod tytułem „Piękne dziewczyny na ekrany”. Miała dane od natury wszystko to, za co inne muszą drogo zapłacić w salonach upiększania. Nie obnosiła się jednak ze swą urodą, także na ekranie. Stworzyła tym wizerunek współczesnej, fajnej, sympatycznej dziewczyny, której nigdy i z żadnego powodu w głowie się nie przewróci. Urodziła troje dzieci, ale trzech książek o wychowywaniu potomstwa nie napisała, a mogła, idąc za przykładem słynnych mamuś. Wolała zwyczajne życie, towarzysząc swemu partnerowi życiowemu, piłkarzowi Jarosławowi Bieniukowi, który zresztą niedawno zakończył karierę. (Kibice klubów, w których występował, też umieli się zachować, przesyłając kondolencje).

Gdybyśmy mieli w Polsce star system, na wzór hollywoodzkiego, zapewne zagrałaby więcej, ale przecież i tak zostawiła po sobie ślad na małym i dużym ekranie. Występowała jakby mimochodem, nieregularnie, pojawiała się i znikała, raczej nie miała kłopotu z tym, by odróżniać fikcję od rzeczywistości. W zeszłym roku pokazała się na ekranie w filmie Jacka Bromskiego „Bilet na księżyc”. Zagrała striptizerkę i – jak zawsze – obdarzyła postać ciepłem, widzowie polubili ją od pierwszego wrażenia. To była już jej ostatnia rola.

Zmarła Ania Przybylska. Największa polska Antygwiazda.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 34

Dodaj komentarz »
  1. Wreszcie napisano prawdziwie, z sensem i mądrze.

  2. Mądre, prawdziwe. Dziękuję

  3. bardzo trafny komentarz. Żyła godnie – co raczej nie zdarza sie naszym gwiazdkom – starają się zbić kapitał na sprzedawaniu swojego życia prywatnego. Kazda która urodzi dziecko staje się nagle specjalistka od wychowania, rodzenia, karmienia etc.
    Chorowała w ciszy – bez szokujących wyznań w prasie – i w ciszy odeszła. Bardzo poruszyła mnie jej śmierć – bo była niby dziewczyna z sąsiedztwa – ale wielkim czlowiekiem.

    Ale również dlatego, że sama mam dwójkę małych dzieci i myślę, że to straszny ból tak czysto egoistycznie – zostawiać ich na ziemi i nie móc patrzeć jak rosną, zakochują sie, robią karierę etc. Nie tak powinno być…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Od wczoraj nie potrafię się ogarnąć. Jest mi tak przykro, jakby zmarła bliska mi osoba. To świadczy tylko o tym, jak bardzo Pani Ania potrafiła zjednać sobie ludzi. Niedawno zostałam matką i myślę, że wszystkie matki przeżywają teraz ten sam rodzaj smutku i przygnębienia. Uczucie,które zna tylko matka… Pani Aniu [*] „Nie umiera ten, kto żyje w pamięci żywych”

  6. Niestety panie redaktorze, troglodyci internetowi już skorzystali z okazji. Nie będę linkować, ale na FB już powstały tzw. „farmy lajków”, jak również przynajmniej jedna strona pod obrzydliwym tytułem i reklamująca się jej dawną okładką Playboya.

  7. Madrze i z szacunkiem, jej smierc mnie bardzo poruszyla, to chyba byla fajna dziewczyna i na dodatek mama malych dzieci. Zniesmaczyly mnie wczoraj komantarze – Zmarla wybitna aktorka – nie wiem czy byla wybitna, malo wystepowala, zagrala kilka fajnych rol, ale nie byla chyba wybitna, byla normalna, a przy tym sliczna. Jak zwykle we wszystkim przesadzamy.

  8. Przyznaję – rzadko porusza mnie głęboko śmierć ludzi, których nie znałam. Nawet tych sławnych i młodych. Od wczoraj, odkąd przeczytałam o śmierci Ani Przybylskiej (nie potrafię o niej myśleć jako o Annie) chodzę jak struta.
    Pięknie Pan o niej napisał. Mogłabym tylko dodać, że cudowna bezpretensjonalność, z jaka podchodziła do swojej oszałamiającej urody sprawiała, że w przeciwieństwie do innych ideałów piękna, chyba nigdy nie budziła niechęci i zawiści. Ciepła, rodzinna, daleka od stereotypu gwiazdy. Dystansowała się od szołbizu, ale nikt nigdy nie sprawiała wrażenia zdystansowanej. Nie pojawiała się na ściankach,nie przypominała kontrowersyjnymi wypowiedziami, a mimo to widzowie i fani nigdy jej nie zapomnieli. Niestety, nie zagrała zbyt wielu ról na miarę swojej urody i talentu – ale nikomu nie przyszłoby do głowy krytykować ją za to. Zwłaszcza dziś, gdy wiemy, jak cenne były chwile które poświeciła bliskim a nie pracy na planie. Podziwiałam ją za to poświecenie rodzinie, którego nigdy nie nazywała poświęceniem, ale wyborem.
    Cudowna, ciepła, urocza dziewczyna, ledwie 5 lat starsza ode mnie 🙁

  9. Jestem pod wrażeniem Pana tekstu! Dziękuję!

  10. dziekuję za ten tekst, jakże prawdziwy; jestem gdynianką, spotykała ją na spacerach w Orłowie czy w Klifie, zawsze odwzajemniała uśmiech, zresztą jej rodzinny dom blisko mojego domu rodzinnego, wiec sąsiadka ‚przez miedzę”… jestem mamą od pół roku i serce mi pęka jak myślę o jej dzieciach i o tym czuła wiedząc, że je zostawia…
    ostatni raz widziałam ją we wrześniu zeszłego roku w okolicach orłowskiego molo, w listopadzie wyjechałam z Polski, nie wiedziałam, że wtedy to ostatni raz;
    wiedziałam, że jest chora, wiedziałam o hospicjum, ale wciąż miałam nadzieję…
    i jeszcze jedna rzecz, nie najważniejsza ale jednak : dla mnie zawsze była najpiękniejsza kobieta, jaką widziałam w życiu, taki mój ideał…
    wczoraj płakałam, do teraz „mam płacz na wierzchu”… bede o niej zawsze pamiętać

  11. Pięknie i mądrze napisane.

  12. Less means more, czyli wszytko czego nie „sprzedala”, nie „pokazala”, co zostalo „niedopowiedziane” czyni ja jeszcze bardziej wartosciowa w naszych oczach i wzbudza jeszcze wiekszy szacunek. I taka zostanie w naszej pamieci.
    NIE MA DZISIAJ TAKICH OSOB w polskim showbiznesie…
    Bawilysmy sie razem na nartach w Livigno, jakies 4 lata temu…. tryskala zyciem, wysportowana i piekna jak zawsze… ale jak na stoku pojawili sie fani po autografy to z usmiechem odmawiala, tlumaczac ze jest na urlopie… Bo miala pewne propriety w zyciu, jak czas z rodzina, jej czas dla siebie, cos zupelnie innego niz chwila slawy….
    Nie bala sie odmawiac. Kto tak dzisiaj potrafi w pogoni za kasa???

  13. Pięknie napisane, bez patosu o który nietrudno w takim momencie, ale poruszajaco. Dziekuję

  14. „Nie obnosiła się jednak ze swą urodą(…)” To chyba lekka przesada? Autor powinien napisać „PRZESTAŁA się obnosić ze swoją urodą”, swego czasu pozowała do Playboya dwa razy. :]

  15. Cała treść oddaje to jak rowniez ja postrzegalam Anię. Nic dodać nic ująć. Choć nie znałam jej osobiście cierpię, płaczę i jestem nieswoja. Odczuwam mocno sobą ogromną niesprawiedliwość losu. Spoczywa w spokoju Aniu

  16. bardzo łanie Pan napisał o Ani.

  17. Dziękuję Panie redaktorze za świetny, treściwy artykuł.
    Lepiej tego nie można było ująć.
    Pamiętam, jak oglądałem z A. P. jakiś wywiad i pomyślałem sobie wtedy – kurcze ona jest taka normalna i fajna.
    Żałuję, że opuściła nas tak ciepła osoba jak Ania.

  18. a jednak, zawsze znajdzie się jakieś zero

  19. starałam się odpowiedzieć S

  20. Pan Redaktor pokazał, po raz kolejny zresztą, klasę tym komentarzem. Mądrze i pięknie Pan to ujął.
    Ani szkoda, bliskich Ani szkoda, świat będzie brzydszy bez jej promiennego uśmiechu…

  21. Ja też dziękuję – Panu za ten artykuł, a Ani za to, że była taka jak ją Pan opisał…
    [*]

  22. nalezala do osob, z ktora nie tylko moznaby pojsc w sukni wieczorowej na bal, ale rowniez w dzinsach i obdartej koszulce na piwo. wg mnie byla najpiekniejsza aktorka…. byla najnormalniejsza w siecie kobieta! bardzo wspolczuje przede wszystkim jej dzieciom…. bo to one dla kazdego czlowieka sa motorem zycia. [i] [i] [i]

  23. Bardzo trafnie opisane, normalna sympatyczna osoba, nie szukająca blichtru jak inne, kochająca i opiekuńcza matka.

  24. To właśnie poziom trolla internetowego – Twój komentarz . S wyraził/a swoją opinię w odniesieniu do napisanego tekstu i miał/a do tego prawo, w dodatku napisał/a FAKT.
    Współczuję rodzinie i fanom, przykro mi że zmarła młoda, piękna i słynna w Polsce kobieta, ale denerwuje mnie robienie świętej ze zwykłego człowieka z wadami i zaletami tylko dlatego, że nie żyje…
    Najlepiej byłby zamilknąć nad grobem, ale internet działa inaczej.
    Irytuje mnie tylko ta presja, gdzie wszyscy_nagle_fani mają obraz idealny i nie przyjmują żadnego komentarza który odważy się wskazać jakąś ryskę..

  25. Wszyscy komentujący tak się zachwycają treścią artykułu (jednego z najlepszych zresztą jakie czytałam na powyższy temat) i wszyscy nadal spoufalają się mówiąc o zmarłej per „Ania”. Rozumiem osoby znające ją osobiście, ale cała pozostała reszta??? Taki nasz język i taka kultura, że do osób nieznajomych zwracamy się per pan, pani, skąd więc to „aniowanie”? Tak sobie i tylko dlatego że była celebrytką, osobą znaną publicznie?Chyba jednak nie wypada…
    Żal pani Anny, ja również patrząc na jej zdjęcia mam poczucie że powinna żyć długie lata patrząc jak rosną jej dzieci, ale śmierć dodaje powagi, zgadzam się z autorem tekstu. Może oddajmy pani Przybylskiej w ten sposób nasz szacunek…

  26. @Do Kattarzyna
    Człowieku, nie ma obowiązku czytania żadnych tekstów, w tym o śmierci Ani Przybylskiej.
    I nikt nie oczekuje od Ciebie, człowieku, instrukcji o czym należy pisać, a o czym nie.
    No i oczywiście, nikogo nie interesuje, co takiego człowieka, jak Ty, irytuje.

  27. @maga

    Nie wydaje mi się, że mówienie o Pani Przybylskiej per Ania jest czymś złym, nawet dla osób z poza najbliższej rodziny i przyjaciół, dlatego, że Pani Ania sama raczej nie miała nic przeciwko temu. Bardzo często występowała jako Ania Przybylska… Ale to tylko takie moje przemyślenia względem tej wypowiedzi. Szczerze, bardzo mi przykro z powodu tak wczesnego odejścia Pani Ani Przybylskiej. Szkoda, wielka szkoda… 🙁

  28. Ania była taka jak była , Pan Zdzisław Pietrasiak ładnie to ujął. Szkoda i serce się kraje.

  29. Aniu, „Bilet na księżyc” nie była twoją ostatnią rolą, teraz Bóg dał ci rolę Anioła dla Twych dzieci…

  30. Dzięki, panie redaktorze, po stokroć!

  31. Pani Ania po prostu wiedziała co jest najważniejsze w zyciu i w przeciwieństwie do „gwiazdek i gwiazdeczek ” poświęciła swój najlepszy czas, czemuś najcenniejszemu: rodzinie, mężowi i dzieciom. I w chwili tuż przed śmiercią nie musiała żałować tego czasu, nie musiała żałować, że zamiast rodzinie oddała się karierze, czemuś co nie jest najważniejsze, nie czuła że straciła coś nie do odzyskania. Nie musiała niczego żałować, bo umiejętnie dzieliła swoja osobę między pracę i rodzinę. I to należy propagować, stawiać jako wzór godny naśladowania. Podkreślać, że pomimo braku jej osoby na tz. ściankach, ewentach wszyscy o Ani Przybylskiej pamiętali i pamiętają. I miło i ciepło wspominać będą.

  32. Ania Przybylska była przykładem aktorki pewnej siebie – nie zabiegała na siłę o popularność bo wiedziała, że nie musi (w przeciwieństwie do sezonowych gwiazdeczek). Za to właśnie ją ceniłem najbardziej. Wyrazy współczucia dla rodziny, w szczególności dzieci, którym nikt i nic nie zastąpi tak młodo zmarłej Mamy.

  33. Nie znam się na Annie Przybylskiej jako aktorce, bo sądzę, że zagrała zbyt mało ról weryfikujących, czy aktor ma klasę, czy coś innego.
    Niewątpliwie jednak miała charme, ciepło, niebanalność i naturalność. Miała też poczucie własne wartości jako osoba i lokowała tą wartość nie tyle w kinie i tabloidach, a w miejscach bez porównania cenniejszych. Pojechać „za mężem” za granicę i zniknąć z gorących celebryckich parkietów – dużo mówi. Jak i to, że skupiała się na rodzinie, nie zmieniając co miesiąc jednego narzeczonego na drugiego.
    To bardzo dużo. Kontrast z tłumami osóbek nie mających żadnych właściwości poza celebryceniem – uwidacznia wartość Przybylskiej i marność reszty.
    Kto wie,może byłaby w niej następna Danuta Szaflarska. Zdaje się, że czerpała cenne nauki właśnie od niej.
    Szkoda Anny też przez to, że uroda z charmem i skromnością rzadko idą w parze. Takie połączenie to dobro publiczne.

  34. Szkoda kobiety, była piękna i mądra….

  35. Szkoda tak pięknej i utalentowanej kobiety…

css.php