WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika WIDZIMISIE - blog Zdzisława Pietrasika

3.03.2015
wtorek

Było bosko

3 marca 2015, wtorek,

Kto nie widział Oscarów przed tygodniem, mógł w poniedziałkowy wieczór zobaczyć, jak wygląda wielka filmowa gala. W warszawskim Teatrze Polskim, gdzie rozdawano Orły, wszystko wyglądało prawie jak w Dolby Theatre w Los Angeles. Prawie.

Pierwsza drobna różnica jest taka, że galę oscarową transmituje się na żywo, podczas gdy Orły pokazano z kilkugodzinnym opóźnieniem, kiedy wszyscy zainteresowani, dzięki relacjom w internecie, znali już wyniki.

Trudno zatem mówić o emocjach towarzyszących kolejnym rozdaniom. Ale impreza oglądana na żywo też pewnie za wielu emocji nie dostarczała, ponieważ w większości kategorii zwycięzców można było z góry przewidzieć. Znowu było „bosko”, podobnie jak na festiwalu w Gdyni, czyli triumfował film Łukasza Palkowskiego.

W sumie „Bogowie” zdobyli 7 statuetek, w tym najważniejsze: za reżyserię, scenariusz i za najlepszy film roku. Nikogo nie zdziwiła też zasłużona nagroda aktorska dla Tomasza Kota. Film przypominający postać prof. Zbigniewa Religi został również uhonorowany nagrodą publiczności. Publiczność już wcześniej wyraziła swoje zdanie, kupując bilety do kina.Nagrody filmowe Orly 2015 .Polska Akademia Filmowa, też wzorem gdyńskiego jury, znacznie gorzej potraktowała „Miasto 44”, przyznając głównie nagrody techniczne. Niemniej Jan Komasa w kategorii łącznej, mówiąc językiem sportowym, znalazł się na drugim miejscu (4 statuetki), a dodajmy jeszcze dwa Orły za dokument „Powstanie Warszawskie”. Z tym drugim tytułem wszystko się wreszcie wyjaśniło: dotychczas bowiem kwestia autorska nie była oczywista, pisano z reguły, że film powstał według pomysłu Komasy, ale w zasadzie bez reżysera. To już teraz mamy jasność.

Niezbyt zadowolony mógł być Władysław Pasikowski, którego „Jack Strong” ubiegał się – wraz z „Bogami” i „Miastem 44” – o tytuł najlepszego filmu roku, a dostał jedynie nagrodę za pierwszoplanową rolę kobiecą. Maja Ostaszewska, aktorka wybitna, którą za chwilę zobaczymy w filmie Szumowskiej „Body/Ciało”, była nieco zaskoczona, nie zdawała sobie bowiem sprawy, że gra rolę główną. Zdarzają się podobne sytuacje, nie tylko w filmie. Gorzej, kiedy jest odwrotnie.

Zadziwiających nagród było więcej, a już w szczególności dziwił „Orzeł” dla Czesława Niemena za muzykę do filmu dokumentalnego „Sen o Warszawie”. Otóż akademikom najwyraźniej pomyliły się dwa pojęcia: muzyka filmowa i muzyka wykonywana w filmie. Przecież Niemen żadnej muzyki dla „Snu” nie stworzył, z ekranu słyszymy jedynie jego genialne piosenki. Może po prostu należało inaczej nazwać tę kategorię? Przy okazji trochę było śmiesznie, kiedy odbierający nagrodę reżyser Krzysztof Magowski zaczął dziękować własnej żonie, jakby to on został wyróżniony. (Choć oczywiście na nominację jak najbardziej zasługiwał).

Ponadto wszystko wyglądało prawie jak w LA, laureaci dziękowali szanownej Akademii, producentom, żonom oraz bliższej i dalszej rodzinie. Nie mogło zabraknąć akcentów politycznych, zebrani w Teatrze Polskim wyrazili solidarność z narodem ukraińskim, co zapewne w Kijowie zostało zauważone (a niewykluczone, że również w Moskwie).

O „Orłach” mówi się, zresztą podobnie jak o festiwalu w Gdyni, że to święto polskiego kina. Może jednak tego świętowania jest trochę za dużo?

Oczywiście są sukcesy, jest Oscar i Srebrny Niedźwiedź, ale przestrzegałbym tzw. środowisko filmowe przed popadaniem w euforię. Mamy laury, ale mamy też w kinach parę nowych produkcji kiepskiej jakości, a wśród zapowiedzi (oprócz filmu Szumowskiej) wielu arcydzieł nie widać.

Krótko mówiąc: kończmy już to świętowanie. Pora zwijać czerwony dywan i wracać do rzeczywistości.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Nic się nie wyjaśniło, a zaciemniło. Jan Komasa jest autorem pomysłu na fabułę, a nie filmu, nie jest też reżyserem. Może pan redaktor powinien dokładnie napisy przeczytać.

css.php